poniedziałek, 2 września 2013

Coraz więcej mówi się o modelkach Plus Size, które głośno zaczynają mówić o tym, że branża mody dyskryminuje je, preferując chude i blade modeli w rozmiarze Zero Size. Zwykłe kobiety od dawna się buntują przeciwko lansowaniu wieszaków. Do tej pory ich protest był raczej cichy. Teraz coraz głośniej mówią o tym, że nie będą kupować w sklepach, które nie mają normalnych rozmiarów (a przeciętne kobiety noszą ciuchy w rozmiarach powyżej 38 rozmiaru, czyli znacznie powyżej Zero Size).



Wielkim echem odbiła się po świecie niefortunna wypowiedź Carla Lagerfelda, głównego projektanta domu mody Chanel. Lagerfeld skrytykował figurę Adele. Powiedział, że gwiazda jest za gruba i powinna się odchudzić, bo... jest gwiazdą i markowe ciuchy źle na niej leżą. Adele bardzo mu się odgryzła, a Lagerfeld nie tylko wycofał się szybko ze swojej wypowiedzi, ale także przeprosił Adele i zapewnił, że wcale nie miał na myśli tego, co powiedział. Ot, tak – wypsnęła się mu nieprzemyślana wypowiedź ;)



Piszę o tej jego wypowiedzi dlatego, że trudno nie mieć wrażenia, iż projektanci mody myślą chyba, że są dla kobiet bogami. Co powie projektant – to jest święte. Co wylansuje – kobiety natychmiast kupią. Otóż nie. Okazało się, obroty sieciówki H&M wzrosły, gdy wykorzystała ona w swojej kampanii modelkę Plus Size.



Chudość modelek Zero Size jest straszna. Wynika nie z genów, diety czy ćwiczeń – tylko z długotrwałej, ostrej głodówki. Modelki w rozmiarze Zero coraz częściej przyznają się do anoreksji i bulimii. Mają problemy ze zdrowiem, przestają miesiączkować.

Nie warto być wieszakiem do noszenia ciuchów za kilka tysięcy dolarów. Szkoda zdrowia, szkoda życia.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz